Bezsilność

Mieszkam nad morzem

bezradności

pogoda tutaj bezlitosna

słonce uśmiechu chłopca

czasami karmi

zwykle krzyk i łzy

Mgła mnie prowadzi

donikąd

pomyliłam kierunki i czasy

deklinuję bezsilność

na obiad, na kolację, rano

Niosę na plecach

życie nie swoje, malutkie

tłumaczę jego język światu

połykam gorzkie tabletki

lęku, żeby nie skarżyć się

nie płakać

Nie ma nikogo

ja i chłopiec

towarzysze podróży

poszukujący co dzień

gwiazdki z nieba

zrozumienia.