fragment 3

„Pamiętam ten moment kiedy babcia przestała opowiadać bo, cała byłam wtedy wpatrzona w tę stronę świata, bez świadomości istnienia jej czarodziejskiej podszewki. Słuchałam opowieści bez uwagi i zrozumienia. Myślałam o tętnie tej starej kobiety, o jej ciśnieniu, o wynikach badań. Wszystkie te słowa, obraz przywoływane przez starą Klarę były dla mnie słodkie i śmieszne jak stara szmaciana lalka, z której w końcu się wyrasta i nie budzi już tak gwałtownych emocji, co kiedyś. Nie rozumiałam jej wielkiego przywiązania do tych historii, chciałam by mnie wsparła w mojej walce o jej zdrowie.
Boże Narodzenie było tamtego roku jakieś ślepe, bez blasku lampek, kolęd, z wigilią oszczędną i prezentami zamówionymi pocztą. Niby wszystko było jak zazwyczaj, może mniej bogate, ale tradycyjne. Ja jednak szarpałam się między obsesyjną obawą przed śmiercią Klary, a potrzebą ucieczki w swoje krakowskie życie. Czułam się nie obecna. Myślałam tylko o studiach, całe dnie zamiast rozmawiać czytałam, albo zamykałam się w swoim pokoju z słuchawkami i dawałam się ponieść ciężkiej muzyce, była to, jak dziś myślę, forma wyżycia się, wyrzucenia z siebie złości, żalu i samotności…wykrzyczana zastępczo przez Ozzy’ego Osburne’a. Słuchałam go i płakałam, nad sobą, nad babcią, nad samotnością, nad poczuciem, że nie pasuję do świata w którym przyszło mi żyć.”

fragment 4

„Miałam poczucie, że Klara znowu żywa staje przede mną, przerażała mnie jej realna obecność w dwóch światach równocześnie, we mnie od razu budził się niepokój i to dręczące pytanie: Co jest realne jawa czy sen? Czy świat w którym żyjemy nie jest tylko iluzją jak wierzą buddyści i nie zdziwimy się bardzo w momencie przebudzenia? Nie mogłam przestać myśleć o pewnym koanie.
„Pewnego razu Chuang Tzu — wielki mistrz Tao — miał sen. Śniło mu się, że jest motylem, fruwającym to tu, to tam. W trakcie snu nie był świadom swojej osobowości, był po prostu motylem. Gdy się zbudził, świadomość bycia człowiekiem powróciła.
„Czy to człowiek śnił, że jest motylem, czy motyl śni, że jest człowiekiem?” — spytał sam siebie mistrz.”

Listy schowałam z powrotem na strychu. To dobre miejsce dla nich. Kupiłam prawdziwą finkę. Zaostrzyłam ją, wieczorem wybrałam się na cmentarz. Znalazłam grób Babci Klary. Wreszcie, po tak długim czasie, wydawało mi się że, zrozumiałam o co chodziło. Ona, Klara ­ odrodzona Sulika, narodzona z Wei w tym obcym świecie, przybyła, by posadzić Drzewo opowieści. Wea – czarownica z wieży, od której wszystko się zaczęło przywędrowała do naszego świata, do Lwowa…to brzmiało nieco niedorzecznie…Po lekturze babcinych zeszytów byłam pewna, że istnieją bramy między światami.
Ściskałam w dłoni medalion i miałam przeczucie, że jest to ten sam medalion, który Bazylius podarował Sulice owego wieczoru, kiedy umarło ostatnie Drzewo Opowieści i tuż przed tym, jak Muszloświat przestał istnieć. Mam go. Jestem Jej wnuczką. Wnuczką Klary- córki Wei… Jak w pieśniach…ręce mi drżały. Czułam, że granice realności i tego co nierealne się zatarły.
Szary grób z lastriko, pośrodku z ziemią, w której posadziłam fioletowe bratki, grób starego typu, babcia chciała taki, lubiła bratki i fiołki. Śmiała się, że kwiatki rosnące na grobie, to taki optymistyczny znak. Malutki ogródek na własnym ciele wykarmiony, Klara lubiła ogródki.
Usiadłam na małej zielonej ławeczce, z której odchodził już lakier – co się dziwić, ostatnio malowałam ją pięć lat temu. Postanowiłam tutaj, blisko jej ziemskich szczątków, otworzyć medalion ­ wiele razy próbowałam to zrobić, ale sekretnik był zamknięty na amen. Właśnie po to kupiłam dobry fiński nóż, by podważyć pokrywkę z całej siły i dostać się do środka. Już zdecydowałam, że posadzę drzewo na naszym małym poletku za rzeką.”