Krytykuję więc jestem

Jestem uczestniczką pewnej grupy książkolubów na Facebooku, są tam ludzie przeróżni, od zawodowców – dziennikarzy, literaturoznawców, nawet pisarzy, po osoby które po prostu kochają czytać. Wiele się dzięki tej grupie nauczyłam, poznałam pozycje książkowe, o których istnieniu nie miałam pojęcia, zaczęłam czytać literaturę sudańską i poezję chilijską. Rozległość zainteresowań i wiedzy takiej grupy, liczącej kilka tysięcy czytaczy jest prawie nieograniczona. Zalet z „obcowania” z nimi jest bez liku, ale jest niestety kilka wad.

Pośród bibliofilów szczególnie aktywna jest grupa krytyków. Jaka by książka nie była recenzowana grupa krytyków rusza do natarcia. Jak mówi stare przysłowie: „Kiedy chcesz uderzyć psa kij się zawsze znajdzie”, toteż równie łatwo krytykuje się Tokarczuk, Małeckiego, czy nawet Myśliwskiego co Carrola, Kinga, czy długi szereg Noblistów.
Niezadowolonym jest być modnie, stał się z tej postawy jakiś rodzaj snobizmu. Ktoś kto potrafi skrytykować nawet Ichiguro jest dużo bardziej wyrafinowany niż zwyczajny zadowolony czytelnik. Może się wydawać, że krytyka najczęściej jednak krytykanctwo niektórych nobilituje. Dlaczego? Odpowiedź na pewno nie jest prosta. I nie w tym rzecz by zachwycać się wszystkim co się czyta, negatywna reakcja jest równie ważna, co pozytywna, dopiero krytykanctwo mnie irytuje.
Zadziwia mnie silna potrzeba pewnych osób do zdyskredytowania talentu pisarza, jego wyobraźni, warsztatu czyniona z tak wielką łatwością. Jakby się mówiło: „Nie, suma nie jem, bo obrzydliwie trąci mułem”. Wszyscy wiemy, że takie właśnie są sumy, per analogie wszyscy pisarze są…( tu należy dopisać jedno z wielu obiegowych przekonań)
Łatwo owi krytycy posługują się stereotypem, albo co gorsza poglądami różnych autorytetów spod znaków telewizji lub radia.
Jako osoba trochę pisząca i pełna aspiracji w tym względzie czuję wtedy bunt.
Powszechnie wiadomym jest, że krytyk teatralny żadnej sztuki nie napisał ani nie wystawił, krytyk sztuki może nawet nie ma zdolności plastycznych, a krytyk literacki? Kto ma prawo krytykować książki? W dobie internetu każdy. Wystarczy zapisać się na jakąś platformę czytelniczą i hulaj dusza!
Książka nie powstaje szybko, najpierw się ją pisze parę miesięcy, lat, czasami wiele lat…( nie biorę pod uwagę tempa pana Mroza), potem w mozole się ją poprawia – to najkoszmarniejszy etap. Poprawianie. Jest taki dowcip branżowy: „Jak wygląda piekło pisarzy? Siedzą i w nieskończoność poprawiają własne teksty.” Po wstępnych poprawkach książka idzie do korekty, wraca- znowu następuje przeglądanie naniesionych uwag korektora i poprawki, tak czasem kilka razy, jeszcze redaktor – dyskusje, kłótnie, niekończące się sesje przy komputerze. Potem znowu korekta – ta ostatnia. Autor czyta swoją książkę minimum 10 razy nim trafi do drukarni. Jak już jest wydrukowana otwiera wino, ale nie otwiera książki- nie może już na nią patrzeć. Odkłada ją na półkę, bo jest tak zmęczony, że nie ma siły przekonać się, że mimo wszystko zostały i tak literówki. Łatwizna?
Gdyby przeliczyć ilość godzin spędzonych na pracy nad książką zawód pisarza byłby jednym z najgorzej opłacanych na świecie. Tak wiem, są autorzy tacy jak J.K. Rowling, którzy zarabiają krocie, ale jest ich kilku, może kilkunastu w każdym kraju, to maleńki procent wobec tysięcy osób piszących. Wystarczy poczytać biografie znanych autorów by zrozumieć, że większość życia klepali biedę, a wydawcy oszukiwali ich i wykorzystywali. Bułka z masłem?

Zdaję sobie sprawę, że nie wszystko co zostało napisane zasługuje na uznanie i nie każdy piszący może siebie nazywać pisarzem. Napisałam ten tekst jako swego rodzaju postulat o odrobinę szacunku dla tych, którzy dają czytelnikom chwile refleksji, rozrywki, wzruszeń.
Krytyka- zwłaszcza ta zjadliwa, nie poparta argumentami, ta niesprawiedliwa nie czyni nikogo lepszym. Jest zwykłym hejtem. Przypomina wylewania wiadra frustracji własnej na kogoś, kto miał więcej odwagi, talentu, determinacji by napisać książkę. Każdy ma prawo wypowiadać swoje negatywne odczucia, ale czyńmy to kulturalnie, szanując adwersarza i kogoś kto będzie tę krytykę czytał.