Szlachetna prawda o nietrwałości

Odszedłeś i włączyłeś mi tryb nocny
świata za oknem, snów i przemyśleń
zamiast błękitu jest brudnoróżowy
dzień odwraca wzrok, widzę kontrasty
dookoła jak pył zawieszony umieranie,
na parkingu przed domem stos złomu
jakim się staną samochody sąsiadów
dwa gnijące truchła psów pod płotem
jakimi się staną za lat kilka, kilkanaście
zalana wodą ziemia, mokra, gnijąca trawa

wszystko dąży do rozkładu…

Patrzę ludziom w okna oczu
pustostany chwilowo zamieszkane
widzę ich końce, tragiczne, zwyczajne
rozwija się i we mnie zarodek-czerw
przyjmuję śmierć do pustego łona
odwrotne rodzenie, wchłonięcie
nim się obejrzę Ona mnie urodzi

za lat kilka, kilkanaście, trzydzieści…

wewnątrz czarna noc dzwoniąca ciszą
nie myślę, zapomniałam pulsu życia
ktoś zamienił mi oczy, ręce i usta
klekoce serce, które zgubiło rytm
plątają się nogi nie znające celu
drogi, drogi, drogi, drogi

tam dokąd wszystko zmierza…
3 luty 2019, Gdynia